Wywiad z Ivo - polski
Posted by Thor on April 04 2008 14:58:09

Za sukcesem Theriona stoją oczywiście członkowie zespołu na czele z Chrisem, ale także wielu innych ludzi, których można nazwać "cichymi bohaterami". Jednym z nich jest Ivo Elezovic, były webmaster oficjalnej strony, o którymi, o zgrozo, większość młodych fanów nie wie, a wielu starych o nim zapomniało. By zapobiec zapomnieniu człowieka, który przez lata dostarczał światu informacji o zespole i który poświęcił masę swojego czasu na promowanie zespołu, pewnej nocy siedząc sobie z browarkiem w łapie, postanowiłem coś z tym zrobić. Nie można pozwolić aby pamięć o takich ludziach, którzy też przecież są częścią historii Theriona, zaginęła! Tym bardziej, że - jeżeli chodzi o Ivo - to dzięki niemu przecież możecie odwiedzać tę stronę!


"Stary" Ivo

Tym, którzy Cię nie znają, powiedz coś o sobie, a dla tych, którzy Cie pamiętają, powiedz coś o tym co porabiasz obecnie?

Witam wszystkich na świetnej stronce Thora, jestem zaszczycony, że chce wam się o mnie czytać. Nazywam się Ivo Elezovic, mam 28 lat, zatrudniony, żonaty, i generalnie spokojny. Ci, którzy nigdy o mnie nie słyszeli mogą pytać "kim u licha jest ten facet i skąd Thor go wytrzasnął?". Poprawna odpowiedź brzmi tak: "jest byłym webmasterem Theriona, a Thor wytrzasnął go będąc w stanie upojenia alkoholowego spowodowanym wypiciem jednego piwa za dużo w czasie dobrej nocy spędzonej poza domem". Jeśli będziecie kontynuować czytanie, napotkacie (na szczęście) więcej rzeczy o Therionie, ich stronie i nostalgicznym wspomnieniu "tamtych wczesnych dni" niż o mnie. W każdym bądź razie, Thor powiedział abym się przedstawił, więc już to czynię.
Mieszkam w Zagrzebiu, w Chorwacji, którą powinniście czasem odwiedzić, ilekroć będziecie jechać nad Adriatyk. Tu jest przepięknie, uwierzcie mi. To co lubię i to czym się zajmuję jest karmicznie powiązane, jako iż te rzeczy związane są niesamowitową ilością "komputerowania", używania klawiatury, administrowania i znowu "komputerowania" (tak, "komputerowanie" jest dobrym słowem na opisanie 14 godzin dziennie przed monitorem). Przyjemna, dobra zabawa, uwierzcie. Wierzcie też lub nie, ale nadal formalnie jestem studentem - nigdy nie ukończyłem uniwerku, a wieczne studiowanie jest źródłem dobrej zabawy zarówno dla mnie jak i dla moich rówieśników (którzy podzielają moje zainteresowanie w byciu wiecznym studentem). Gdybym był politykiem, założyłbym partię mającą motto: "Od uniwersytetu do emerytury", pomijając wszystkie elementy pomiędzy, takie jak chociażby praca. W każdym bądź razie jestem zatrudniony w mojej własnej firmie, która ma do czynienia głównie z publikowaniem jakichś nudnych rzeczy jak podręczniki szkolne, i książek o zagadnieniach matematycznych i fizycznych - możecie sobie wyobraznić? Nie jest to jednak moja prawdziwa robota, jako iż moim zadaniem jest zajmowanie się komputerami, sieciami, kabelkami, tajemnicami komend i okazjonalnie bawieniem się śrubokrętem i obsługą wiertarki.
Moje muzyczne zainteresowania są bardzo zróżnicowane. Z jednej strony mamy zespoły z mojej "młodości", jak ten zaczynający się na T i której nazwy nie mogę sobie przypomnieć. Z drugiej zaś strony jest obfitość wielu innych "rzeczy" (tak to ujmę z braku lepszego słowa), zespołów które grają niesamowicie ciekawie, i takich rzeczy jak na przykłąd soundtracki. Możecie zapytać jak można słuchać ścieżej dźwiękowych - jeżeli wykluczy się z ich grona te robione na potrzeby hollywodzkich filmów, możecie znaleźć wielu utalentowanych muzyków, kompozytorów, którzy piszą muzykę dla niezależnych filmów, gier, nawet seriali telewizyjnych, którzy tworzą coś czego możecie słuchać przez LATA, tak jak i ja. Lubię to. Sluchaliście kiedyś, tak na poważnie, ścieżek dźwiękowych do gier na Commodore 64? Nazywa się to melodiami chipowymi, poszukajcie w Googlach.
Gdy nie siedzę przed komputerem, relaksuję się przy grach role-playing. Moją ulubioną jest "Alternity" i nawet piszę drugą książkę o systemie RPG, który już popadł w zapomnienie. Niektorzy nigdy się nie poddają, no nie? Albo nigdy nie przestają być graczami (śmiech).

Jak to się stało, że zacząłeś pracę nad oficjalną stroną Theriona?

By na to odpowiedzieć, muszę wyjaśnić jak w ogóle zetknąłem się z Therionem. To było lato 1996 gdy to mój przyjaciel dał mi kasetę, na której nagrany był Theli. Jakość nagrania była kiepska, wcześniej było na niej jakieś dance/techno, dość wówczas popularne, i cały ten bas był nadal słyszalny mimo nagranego na kasecie albumu Theli. W każdym bądź razie zakochałem się w tym albumie, nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś takiego. W sumie to słuchałem trochę już przestarzałego i nie nadzwyczajnego trashu i kapel heavymetalowych takich jak Ironi, Anthrax czy Metallica. Później - dzięki pomocy Fortuny - dorwałem resztę dyskografii Theriona, i się uzależniłem od tego zespołu. "Czy to po egipsku? Co to za dziwaki?" - taka była moja pierwsza reakcja kiedy zobaczyłem teksty. Ogarnęła mnie niesamowita ciekawość.
Historia ze stronką ma swój początek w 97 roku, kiedy rozpracowywałem teksty Theriona. Byłem coraz bardziej i bardziej zaciekawiony tym "co do jasnej cholery oni śpiewają", więc zacząłem poszukiwania. Fakt, że Therion używał mieszanki łacińskiego, egipskiego, hebrajskiego, akadyjskiego, enochiańskiego i innych tajemnych języków wcale nie był pomocny w czasach gdy nie było jeszcze Google. Zresztą możecie sobie to chyba łatwo wyobrazić. Odwiedzałem okoliczne biblioteki, przeszukiwałem internetowe słowniki, i robiłem co tylko mogłem aby znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Przez cały ten czas wsłuchiwałem się w piękno muzyki Theriona. Prawdziwie trudnym orzechem do zgryzienia był tekst do "Siren of The Woods". Spędziłem chyba rok tłumacząc go, używając niesamowicie ograniczonych zasobów i korzystając ze słownika holendersko-akadyjskiego. Ten kawałek do dzisiaj pozostaje moim ulubionym kawałkiem Theriona. Wracając jednakże do tematu. W owym okresie poznałem Daniela, gościa z Polski, który miał swoją własną stronkę i robił mniej więcej to samo co i ja. Podczas gdy ja skupiałem się tylko na tłumaczeniach, on poszedł dalej i parał się tłumaczeniem znaczeń różnakich fraz i słów, które dla zwykłego słuchacza nie miały najmniejszego sensu. Kim jest Lilith? Co to jest Theli? Nawiązaliśmy kontakt i zostawił zarządzanie stroną mnie, podczas gdy on rzucił się w wir tłumaczeń (i tak raczej słabo znał html). Miałem wtedy własną stronkę, Megatherion Website (która miała wszystkie podstawowe informacje - dyskografię, galerie, itd), którą przemianowałem na Therion Intelligence Page. Zawierała już różne tłumaczenia, zarówno moje jak i Daniela. Po jakimś czasie nastąpił w jego rodzinie kryzys. Z tego co słyszałem, jego brat miał potworny wypadek samochodowy i Daniel całkowicie wycofał się z życia w sieci. Nigdy już się nie odezwał, więc mam nadzieję, że jeżeli to czyta, skontaktuje się ze mną, nawet jeśli minęło już dziesięć lat.
W każdym bądź razie zostałem z dwoma stronami (moją i jego), więc połączyłem je w jedno - Megatherion Intelligence Page. Był to punkt zwrotny, jako iż działo się to około 97-98 roku, a w owym czasie istniały tylko dwie inne strony o Therionie (które były dość duże i popularne), mianowicie strona rosyjska (Russian Therion Website) i Displacer's Page. Powoli jednak umierały. Przypuszczam, że ich webmasterzy zajęli się czymś innym, nigdy za bardzo nie byliśmy w kontakcie.
Teraz, jak sądzę, muszę powiedzieć coś o tym, jak to wszystko wyglądało w owych czasach. Therion w ogóle nie miał swojej strony, wszystko co mieli to kawałeczek, ociupinka miejsca na stronie Nuclear Blast, właściwie to posiadali tylko dyskografię. Chris był prawdopodobnie jedynym członkiem zespołu posiadającym adres e-mailowy, ale skrywał go przed ludźmi i nikt nie mógł go dostać. Więc, aby się z nim jakoś skontaktować - głównie po to aby pchnąć naprzód tłumaczenia, jako że w pewnym momencie utknąłem i nie mogłem ruszyć z miejsca - wyciąłem numer, z którego nawet dzisiaj nie jestem dumny. Całą dyskografię, każdą jedną piosenkę, umieściłem w formacie mp3 w sieci. Musiałem założyć 20 kont na Geocities aby to zmieścić. Jakość mp3 była kiepska, ale zrobiło się o nich głośno i sam Chris wkrótce się o tym dowiedział, po czym wysłał mi list, w którym żądał usunięcia mp3. Oczywiście, od razu usunąłem tę dyskografię w mp3, ale miałem już jego adres mailowy.
Po miesiącach korespondowania (i wielu listach chwalących nasze tłumaczenia), sądzę że Chris pomyślał, iż strona robiła się zbyt popularna i zniszczyła tajemniczość Theriona, jaką ten rozwijał poprzez używanie tych obcych i bardzo starych języków w swoich tekstach. Zaproponował abym z M.I.P zrobił fanclub Theriona (i zachował kontrolę oraz władzę nad rozrastającą się "pre-wikipedią" zawierającą dzieła Theriona), podczas gdy on miał zatrudnić kogoś innego aby zrobił "odpowiednią" stronę Theriona. Przystałem na to, ale na szczęście projekt nie wypalił i zapytałem, czy to ja nie mógłbym zrobić strony o zespole (udowadniając, że ta która zmieniała się w fun-club miała już setki tysięcy kliknięć rocznie i że mogłem temu podołać). Zgodził się i tak rozpoczęło się życie Oficjalnej Strony Theriona. Tłumaczenia zostały przeniesione do nowonarodzonego fanclubu, którym także ja zarządzałem, i przed 2001 wszystko już było gotowe.


Z jakimi problemami musiałeś się zmagać kiedy zarządzałeś stroną?

Hah, byłem niezmordowany. Co rok zmieniałem wygląd strony. Spędzałem miesiące polerując i zajmując się designem, tym samym ucząc się sztuki zarządzania dużą stroną. Chciałem zbudować wielojęzyczną stronę, chciałem aby każde najmniejsze słowo było przetłumaczone na 10 języków. Projekt nie wypalił, niestety, ponieważ nie znalazłem aż tylu tłumaczy. Dzisiaj możecie zauważyć, że istnieje strona francuska, polska, japońska, i każda z nich ma status strony oficjalnej. Można więc rzec, że internet się coraz bardziej rozrasta i coraz więcej fanów daje coś od siebie, i minimalna liczba ludzi, których chciałem zebrać, po latach została osiągnięta.
Były też inne problemy, głównie natury technicznej. Zawsze hostowałem stronę na własnym serwerze/serwerach tu w Chorwacji, która jeśli chodzi o internet nadal jest trochę zacofana. Rachunki były gigantyczne, połączenie wolne, ale jakoś dawało się rady. Nie będę przynudzał tutaj o tych rzeczach (śmiech).



"Nowy" Ivo :)

Miałeś wolną rękę aby robić co chciałeś, czy Chris w jakimś stopniu Cię kontrolował?

Przeważnie miałem wolną rękę, za wyjątkiem tego co miało być na stronie fanclubu. Tłumaczenia miały iść tylko tam i nie podlegało to żadnej dyskusji - rozumiem jednak taką decyzję. W każdym bądź razie miałem możliwość bycia w ciągłym kontakcie z Chrisem, więc to mnie zlecił zaprojektowanie i drukowanie Bells of Doom. Szczerze mówiąc, nie byłem jakoś specjalnie kontrolowany. Społeczność fanów się rozrastała, a ja próbowałem radzić sobie z tym najlepiej jak potrafiłem. Chris to doceniał i pomagał jak tylko mógł swoją radą i przewodnictwem, był więc bardziej właśnie przewodnikiem niż dyktatorem. Z tego co wiem, nie zmienił się.

Jakie był inne Twoje obowiązki, poza grzebaniem w skryptach?

Jednym z głównych zadań było segregowanie poczty. Chris nigdy nie chciał upublicznić swojego adresu, z tych samych powodów dla których nie możesz się skontaktować z członkami innych wielkich zespołów. Na stronie zapraszałem ludzi z prasy chcących zrobić wywiad z Chrisem bezpośrednio do mnie, a później zweryfikowawszy prośby, przekazywałem listy z pytaniami Chrisowi, odsyłając prasie jego odpowiedzi.
Jednym z najtrudniejszych obowiązków było zarządzanie sklepem fanclubu. Codziennie dostawałem podania o zapisanie do fanclubu, byłem zawalony zamówieniami płyt i koszulek, no i to ja musiałem liczyć pieniądze, wysyłać paczki i pilnować kasy. Nie miało to większego związku z byciem webmasterem więc mógł to być jeden z powodów mojej rezygnacji. Później Chris przejął te obowiązki i to on (osobiście i poprzez innych) zarządza teraz sklepem.


Dawno, dawno temu, było coś takiego jak lista mailingowa...

A tak, mówisz o czasach przedforumowych. Było coś takiego, a jako iż strona była dobra i odpowiednia, też musiała mieć swoją. Rozrosła się do tysiąca członków, jeśli dobrze pamiętam, ale umarła śmiercią nagłą jak tylko zaczęły się pojawiać pierwsze fora. Miło ją wspominam, jako źródło ciągłych kłótni, nie tylko na tle muzycznym, nie tylko w związku z Therionem, ale również z powodu ludzi hiszpańskojęzycznych, którzy pisali wszystko dużymi literami (śmiech). Żadna siła nie mogła zmusić ludzi do przeczytania zasad, które mówiły, że na liście obowiązywał tylko język angielski (śmiech).

Zrezygnowałeś z prowadzenia strony. Czemu?

Z wielu powodów, z których wiekszość nie miała nic wspólnego ze stroną lub zespołem. Jedynym powodem, mającym jakiś związek ze stroną, był nadmiar obowiązków związanych z fanclubem (handel, zapisy, itd). Zbytnio mnie naciskały. Głównym powodem był jednak osobisty kryzys w moim życiu prywatnym, studia kopały mnie w tyłek, rok po roku oblewałem egzaminy, była jeszcze sprawa mieszkania w zupełnie obcej okolicy po tym jak postanowiłem się uniezależnić i odejść od rodziców, i tego typu rzeczy. Czułem też, że zrobiłem już dosyć i że powinienem oddać paleczkę komyś innemu, komuś kto byłby taki jak ja kiedy zaczynałem całą tę zabawę - młody i entuzjastyczny. Założyłem Megatherion Page w 1997 roku i zwolniłem miejsce Olemu w 2004. Powiedziałbym, że zasłużyłem sobie na emeryturę (śmiech).

Patrząc wstecz, jakie były zalety prowadzenia strony? Co ci to dało?

Musisz zrozumieć, że nigdy nie dostałem ani grosza za moją pracę, ani o niego nie prosiłem. Zespół odwzajemniał się darmowymi wejściówkami na koncerty, możliwością słuchania nowych albumów gdy były jeszcze tylko wypalone na CD-Rkach, i tym, że nie musiałem płacić za przesyłkę takich fajnych rzeczy jak koszulki albo książki, które osobiście wysyłał mi Chris. I to było więcej niż wystarczająco, ale praca zabierała dużo czasu (bo lubiłem dłubać przy stronie i ciągle ją zmieniać) i nie mogłem sobie za nią kupić jedzenia. Teraz pozostaje jeszcze wieczny zaszczyt bycia rozpoznawanym jako "były webmaster Theriona" przez ludzi, którzy przychodzą na koncerty - budzi to we mnie miłe, trudne do zdefiniowania, uczucie. Jestem cholernie dumny z tego co zrobiłem w przeszłości i lat, które poświęciłem zarówno Therionowi jak i stronie. I zrobiłbym to raz jeszcze gdybym znowu miał 17 lat, ha! (nie sugeruję, że jest to robota dla dzieciaków i nie jest zbyt poważną pracą, ale wychodzi ze mnie cynizm "starego" człowieka, który najpierw zapytałby o zapłatę a potem pracował nad tym osiem godzin dziennie - wiesz, małżeństwo i reszta, podatki do płacenia).


Ivo z żoną Martiną

Nadal masz kontakt z członkami zespołu?

Obawiam się, że już nie taki jak kiedyś. Widuję się z nimi co roku kiedy przybywają do Chorwacji albo w okolice; jednak będąc szczerym, wycofałem się z Therionowego świata, do którego wpadam tylko czasami aby powiedzieć "cześć" albo naprawić coś na serwerze jeśli ktoś ze stronki albo NTSMS o to poprosi.

Nadal pomagasz Therionowi, na przykład dając miejsce na serwerze tej polskiej stronie. Zawsze mnie ciekawiło dlaczego ludzie bezinteresownie pomagają innym nie żądając za to profitów?

Będąc szczerym, nic mnie to nie kosztuje a i pomaganie innym sprawia, że dobrze się czuję. Twoja stronka była w niemałej potrzebie kiedy zaoferowałem Ci hosting. Podobnie było z Non Therion Society Members Society (Spłeczność nie-członków Therion Society). Pytanie powinno brzmieć - czemu miałbym nie pomóc skoro mogę to zrobić? Wiesz, jeśli chodzi o Theriona, nadal mam prawa do domen megatherion.com/org/net i płacę za nie z własnej kieszeni. Czemu? Bo jestem jedynym gościem na świecie, który ma @megatherion.com w adresie e-mailowym, dlatego (śmiech).

Jesteś z Chorwacji, więc mieszkasz nie tak daleko od Serbii i Kosowa. Jaka jest twoja opinia o deklaracji niepodległości wygłoszonej przez mieszkańców Kosowa?

Ooooo, polityczny, drażliwy temat! Jeśli jestem jedną rzeczą, to apolityczne. I ateistyczne. Jeśli jestem dwoma rzeczami, to apolityczne i ateistyczne. Jeśli... Ach, kocham Monthy Pythona. Wracając jednak do twojego pytania. Pytasz o bardzo w tym regionie delikatną kwestię, jako iż wielu ludzi tutaj zabito a wielu jeszcze umrze lub zostanie rannych. Ale, jak możesz wiedzieć, w 1991 Chorwacja zadeklarowała niepodległość odłączając się od Jugosławi, a teraz, 17 lat później, właściwie cała Jugosławia podzieliła się na kawałki. Powiedziałbym, że to dobra rzecz za wyjątkiem jednej rzeczy - gdyby wcześniej nie było sztucznych stanów utworzonych po drugiej wojnie światowej na Bałkanach. Nie można się spodziewać, że sztuczny twór polityczny przetrwa, więc jeśli Związek Radziecki się rozleciał, jak Jugosławia miałaby się nie rozsypać? I biorąc Związek Radziecki za przykład, zapytałbym, czy teraz jest im lepiej? Odpowiedz sobie sam.

Dziękuję za wywiad przyjacielu.

Nie, to ja dziękuję za zainteresowanie i życzę ci sukcesów w pracy nad stronką!

30 III 2008